środa, 30 sierpnia 2017

Muzeum i teatr w Epidauros






Kiedy pierwszy raz jechałam do Grecji sądziłam, że kraj ten to jedno wielkie, fascynujące  stanowisko archeologiczne... I pewnie tak jest... Z całą pewnością, nie wszystko już zostało odkryte, nazwane, poznane, ale istnieje... Lubię chodzić po wykopaliskach, jeżeli jest to możliwe to nawet gdzieś przysiąść, zamyślić się
i pomedytować... W takim miejscu mam  fizyczny kontakt z przeszłością,
a i moja wyobraźnia jest bardziej poruszona... Prawdopodobnie wszędzie kryją się jakieś pozostałości po dawnych mieszkańcach starych miast - państw, po świątyniach, teatrach...

W czasie mojej ostatniej podróży po Grecji dotarłam do Epidauros  niewielkiej wioski położonej  na Peloponezie... To miejsce pełne jest zabytków...  Dwa i pół tysiąca temu był to ważny ośrodek handlu i kultu religijnego... Od VI w p.n.e. do IV w n.e. istniało tutaj najsłynniejsze  w świecie antycznym sanktuarium Asklepiosa, boga medycyny, który przybierał postać węża... Przez pięć wieków ludzie pielgrzymowali  do niego,  prosząc go z nadzieją o pomoc w wyleczeniu... Sanktuarium Asklepiosa oprócz znaczenia sakralnego, odgrywało rolę szpitala - uzdrowiska... Niestety,  obecnie po świątyni pozostało bardzo niewiele... Przyjechałam do Epidauros aby zobaczyć wspaniały teatr zbudowany na zboczu góry Kinortion, który był częścią sanktuarium oraz tutejsze muzeum archeologiczne...








Muzeum archeologiczne  zostało założone w latach 1902 - 1909, a jego twórcą był architekt P. Kavvadias, który w 1879 roku rozpoczął prace wykopaliskowe na terenie sanktuarium...  Nie jest to muzeum o wielkich rozmiarach jak n.p. Muzeum Archeologiczne, czy Muzeum Akropolu w Atenach... Wiele bezcennych eksponatów zostało przekazane do Muzeum Archeologicznego w Atenach... Zgromadzone eksponaty pochodzą z czasów greckich i rzymskich... Tutaj są tylko trzy sale... W pierwszej zgromadzono dużą grupę instrumentów medycznych, które znajdowały się  w świątyni Asklepiosa... Półki wypełnione są ofiarami wotywnymi, lampkami oliwnymi, pojemnikami i fiolkami, które używane były do maści i leków...










Drugie, ogromne pomieszczenie wypełnione jest  fragmentami ołtarzy, gzymsami, głowami lwów, posągami  greckimi, rzymskimi i kolumnami
z sanktuarium... 
I  chociaż  większość  posągów  nie  posiadała  głów,  to  stałam  przed nimi 
i podziwiałam ich dokładną budowę ciała, "muślinowe szaty", piękno wykute 
w  marmurze...  Zastanawiałam  się  czy  turyści  odwiedzający  to  muzeum 
i dosłownie przebiegający obok eksponatów, zdawali sobie sprawę jakie rzeźby są tutaj zgromadzone? Sądzę, że raczej nie...  Zaś w trzecim pomieszczeniu zebrano  części ze świątyni Artemidy, skamieniałości znalezione w Epidaurosie, ceramikę i inne drobne przedmioty...




Wychodzę na zewnątrz... Jest ciepło... Wpadam w zadumę...  Dwa i pół tysiąca lat temu był tu prężny, tętniący życiem ośrodek handlu i kultu religijnego...
W powietrzu,  z pobliskich lasów sosnowych unosi się zapach żywicy i igliwia... Kwitną oliwki... Drzewa obsypane są niepozornymi, kremowymi kwiatkami, które wyglądają bajecznie... Pachną bardzo delikatnie, można upajać się ich zniewalającą wonią... Idziemy kilkadziesiąt metrów nieco pod górę... Już z daleka  widoczny jest   monumentalny teatr... Był tak doskonale wkomponowany
w łagodne  zbocze porośniętego lasem wzgórza Kinortion, że odkryto
i odkopano go dopiero w XIX wieku... Patrząc na niego zachwyca harmonijnymi proporcjami budowli...



Teatr zbudowany prawdopodobnie w drugiej połowie IV wieku p.n.e. przez Polikleta Młodszego, rzeźbiarza pochodzącego z Argos... Skonstruowany
z matematyczną precyzją...  Zaprojektowany w formie  półokręgu, patrząc na niego przypomina mi wachlarz, który otacza okrągły plac ubitej ziemi, którym jest  orchestra... Aktorzy wychodzili dwoma rampami przez monumentalne bramy... W teatrze mogło zmieścić się 14 tysięcy widzów...  Teatr posiada niesamowita akustykę, co bardzo chętnie demonstrowała młodzież szkoły średniej...Upuszczoną monetę słychać było nawet z najwyższego rzędu... Środek orchestry zaznaczony był marmurowym kołem... Teatr jest w idealnym stanie ponieważ przez wieki był przykryty warstwą ziemi...








Byłam  zachwycona  antycznym  teatrem  w  Epidauros...  Ten obiekt jest autentycznie  piękny i niezaprzeczalnie  wart zobaczenia... Podziwiałam doskonałą akustykę, która jest świadectwem wielkich umiejętności i wysokiego kunsztu starożytnych budowniczych...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze..
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


niedziela, 27 sierpnia 2017

Štramberk, miasteczko na Morawach







W północnej części Moraw  w łagodnym krajobrazie Štramberskiej wierzchowiny położone jest malownicze miasteczko Štramberk...  Czytałam relacje z tego miejsca  na kilku blogach...Od  pierwszej chwili byłam urzeczona tym urokliwym miasteczkiem, jego pięknem, klimatem i magią w każdym zakątku... Chciałam na własne oczy zobaczyć  tutejsze ciekawe miejsca,  zrębowe chałupy,  urokliwą późnobarokową zabudową rynku, która zachwyca swą estetyką i wznoszącą się ponad miastem potężną wieżą zamkową zwaną Trúbą...

Znaleziska archeologiczne wskazują, że  800  lat p.n.e. na wzgórzu Kotouĉ powstało grodzisko... Pierwsze wzmianki pisemne o tutejszej osadzie pochodzą z 1211 roku... Na końcu wzgórza Kotouĉ został zbudowany zamek Stallenberg, który jest starszy od miasta...  Štramberk został założony 4 grudnia 1359 roku przez margrabię morawskiego Jana Henryka Luksemburczyka, najmłodszego syna Jana Luksemburskiego...  Miasto otrzymało liczne przywileje m.in pieczenie chleba, warzenie piwa, sprzedaż mięsa, urządzanie cotygodniowych wtorkowych targów... Tym samym mieszkańcy zajęli się rzemiosłem i handlem...










Štramberk odwiedziłam w  piękną, sierpniową sobotę... Miasteczko mimo, że leży na uboczu głównych dróg przejazdowych,  urzekło mnie od pierwszego spojrzenia... Oglądałam je z zachwytem w oczach bo jest przepiękne, czyste
 i z dużą ilością urokliwych, drewnianych niewielkich domów typu wołowskiego...  Zatrzymaliśmy się w Rynku przy Muzeum Zdeňka Buriana, który był czeskim ilustratorem,  malarzem  prehistorii i przyrody...  Oryginały jego prac mogłam  oglądać własnie w tym muzeum...

W całym miasteczku unosi się wspaniały, korzenny  zapach pieczonych pierniczków... To lokalny przysmak  Štramberské uši... Są to małe kruche ciasteczka  z miodem, karmelem, cynamonem, anyżem, goździkami, przypominające zwinięte ucho.. Można je kupić niemal wszędzie i sprzedawane są bez nadzienia i z nadzieniem m.in. z bitą śmietaną, lodami, dżemem... Štramberské uši pakowane są pojedynczo i  po 10 sztuk... Kupiłam kilka paczuszek, by były smacznym souvenirem...

Ze Štramberskimi uszami wiąże się  legenda z okresu najazdu tatarskiego w XIII wieku na Europę Środkową... Mieszkańców mimo schronienia się w zamku czekała niechybna śmieć... Na szczęście uratowała ich ulewa... Mieszkańcy rozkopali tamę na tutejszych stawach, i  woda zalała znajdujący się w dolinie  obóz tatarski... Po ucieczce Tatarów, mieszkańcy znaleźli wory pełne obciętych chrześcijańskich uszu, które miały być dla chana  dowodem zwycięstwa
w Europie... Blisko od ośmiuset lat  pyszny rożek upamiętnia zwycięstwo miejscowej ludności nad mongolskimi hordami...

Niemal w każdym czeskim  mieście istnieje browar, w Štramberku też... Tradycję warzenia piwa w tym samym miejscu wznowił browar miejski po 150 latach... Produkuje się niefiltrowane  piwo jasne i ciemne o nazwie (Trubacz) Trubač... Niestety, jedno z nas  "zmuszone" było wypić pyszną Kofolę, z tego powodu kupiliśmy kilka butelek do domu  i na souveniry...





Ruiny zamku owiane są wieloma tajemnicami... Nie wiadomo kiedy i przez kogo zamek został zbudowany... Wg przekazów ustnych w XIII wieku należał do rycerskiego zakonu templariuszy... Po zamku pozostały jedynie fragmenty murów obronnych i wieża Trúba, która od 1902 roku służy jako świetny punkt widokowy... Stoi na wysokości 502 m. n.p.m. Wśród zieleni do ruin zamku prowadzi  200 schodów... Po wykupieniu biletu na Trúbę wchodzimy na wieżę by zachwycać się pięknymi widokami bliższych i dalszych okolic...Wieża ma wysokość 40 metrów i średnicę 10 metrów... Z zamku schodzimy kamienista ścieżką, która łączy się z jedną z ładniejszych uliczek









Opuszczamy wzgórze z wieżą Trúba... Urokliwą uliczką schodzimy do Rynku... Malownicze oblicze miasteczka uzupełniają liczne rzeźby, oryginalne studnie z kołowrotkami, boczne krużganki domów z wyjątkowymi siodłowymi dachami... Uwielbiam takie klimaty i takie małe miasteczka, w których jest sporo urokliwych zakamarków, ze schodami, urokliwymi oknami,  doniczkami z kwiatami, starymi drzwiami... Nasz pobyt w Štramberku powoli dobiega końca...  Po kilku minutach udajemy się jeszcze  w kierunku kamieniołomów, które w 2001 roku uznano za pomnik przyrody...










Idąc do kamieniołomów mijamy  tereny zalesione i  łąki, które wspinają się coraz wyżej  i  w końcu zbliżają się ku Białej Górze... Dochodzimy do ogromnej lipy, która zapewnia cień... To świetne miejsce odpoczynku...  Przy lipie stoi kolumna z piaskowca z rzeźbą dziewicy Maryi z 1861 roku...






Kamieniołomy położone są na wysokości 450 m n.p.m...  Już w średniowieczu zaczęto wydobywać tutaj wapień... Spalano go w piecach polowych... Kamieniołom działał do 1920 roku... W 1998 roku w starym wapiennym kamieniołomie rozpoczęto pierwsze nasadzenia... Zaczął powstawać ogród botaniczny i arboretum, w którym obecnie występuje ponad 1200 roślin... Znowu żyje tutaj rzadki  motyl - niepylak, który został sprowadzony ze Słowacji... Wcześniejszy, wymarł ze względu na duże zanieczyszczenie powietrza... Niestety, nie dane mi było go zobaczyć...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego tygodnia...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...