niedziela, 29 listopada 2015

Marana tha - I Niedziela Adwentu


                                                  

 


... dziś  na  Ołtarzu  w  wieńcu  adwentowym  została  zapalona  pierwsza  świeca...  W każdą kolejną  niedzielę adwentu, zapłoną następne...  Czas adwentu, który jest nam ofiarowany przed świętami Bożego Narodzenia jest pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie,   na przyjście Chrystusa... Przyznaję, że lubię czekać... Bardzo często bywa tak, że to czekanie na coś jest równie przyjemne jak  jego spełnianie... Właściwie to całe nasze życie jest bardziej lub mniej świadomym oczekiwaniem na przyjście Pana, a więc nieustannym Adwentem... Przypuszczam,  że  w  każdym  z nas tli  się  nutka  nostalgii, powracania myślami do minionego roku, do poddawania ocenie czy był on dla nas przychylny czy też nie... W  życiu  każdego  z  nas  są  chwile, w których powinniśmy zwolnić, zastanowić się nad własnym życiem, poddać refleksji... Czas Adwentu niewątpliwie temu sprzyja...
Przyjdź, Panie Jezu -  Maran athã   - te słowa po aramejsku po raz pierwszy usłyszałam  w  klasztorze  św.  Sergiusza  w  Maaloula  w Syrii... To  właśnie  tam  mogłam  usłyszeć  Ojcze  nas  w  języku  aramejskim,   języku  jakim  rozmawiał  i nauczał  Jezus...


Dzisiaj już ta jedna z najstarszych świątyń na Bliskim Wschodzie zbudowana na początku IV wieku ku czci chrześcijan, którzy zginęli za wiarę, nie istnieje... Została zniszczona przez  ISIS... Hmm, wybaczcie mi, wzięło mnie na wspomnienia...
Maran athã, ciągle słyszę te słowa... Słyszę  również  słowa  Pana:  Uważajcie  na  siebie,  aby  wasze  serca  nie  były  ociężałe  wskutek  obżarstwa,  pijaństwa  i  trosk  doczesnych,  żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. (Łk 21, 34)
Biorę sobie te słowa do serca!!!






Wraz z nadejściem Adwentu dekorujemy nasze domy świątecznymi a właściwie adwentowymi dekoracjami... Jednym z najpiękniejszych i najbardziej wymownych zwyczajów jest wieniec adwentowy... Rytuał umieszczania w domu zielonego wieńca zrodził się w Hamburgu w Niemczech... Tradycja szybko przyjęła się wśród rodzin ewangelickich, a w latach 2- -tych XX wieku wśród katolików... Uważam, że to piękny, radosny zwyczaj, przypominający o adwentowej nadziei  spotkania z Panem...







A jakie dekoracje są u mnie tym roku ? Oczywiście są "wieńce" bez  wieńca adwentowego...  W moim domu wieniec adwentowy musi być... To już tradycja, by w wigilię paliły się wszystkie cztery świece... Na szczęście są jeszcze trzy niedziele i wieniec się pojawi...




Nie mam pojęcia jak  to się stało... 
Utraciłam wszystkie adresy ulubionych blogów... Teraz będę miała spore problemy z odwiedzaniem i komentowaniem na Waszych blogach...
Adresy będę sukcesywnie uzupełniać...
Oczywiście, w miarę otrzymywania od Was komentarzy...


czwartek, 26 listopada 2015

Niezapomniany rejs po Delcie Dunaju















Podczas swoich podróży wiele razy  z podziwem patrzyłam na Wielki Dunaj... Jego długość to 2 860 km...  Jest najdłuższą na kontynencie rzeką, po Wołdze...  Wody Dunaju wpływają do Morza Czarnego... Tworzą największą i najlepiej zachowaną deltę i największy, naturalny obszar mokradeł w Europie... Śmiało można powiedzieć, że jest to nieprzeciętne miejsce na skalę światową... Myślę, że każdy kto lubi wodę, faunę i przyrodę, marzy aby zobaczyć Deltę Dunaju... Od wielu już lat  stanowi  przedmiot zainteresowania ze strony specjalistów z całego świata... I kiedy we wrześniu niespodziewanie pojawiliśmy się w Rumunii, postanowiliśmy zobaczyć na własne oczy  ten ogromny, podmokły obszar... Do Tulcei przyjechaliśmy wczesnym popołudniem... Byliśmy poza sezonem i dlatego bez problemu dostaliśmy pokój w pierwszym, spotkanym hotelu... Po zameldowaniu i rozpakowaniu, wyszliśmy na miasto aby zjeść obiad...  Kolejną sprawą było poszukanie portu i załatwienie łodzi na następny dzień... Po negocjacjach byliśmy umówieni na godzinę ósmą  rano...









Na przystani stawiliśmy się punktualnie... Razem z nami płynęło bardzo miłe małżeństwo z Brazylii... To fascynaci ptactwa...  Do Rumunii przylecieli specjalnie aby zobaczyć Deltę Dunaju...  A wracając do rejsu... Po wypłynięciu z portu widać jak ogromna to rzeka... Zaraz za Tulceą dzieli się na trzy główne odnogi: Kilię, wzdłuż granicy z Ukrainą, Św. Jerzego płynącą  na wschód u podnóża, starych, niskich gór oraz Sulinę, uregulowaną przez inżynierów w XIX wieku... Delta Dunaju powstała jedenaście tysięcy lat temu... Piaszczyste łachy zostały naniesione przez rzekę i zablokowały odpływ, zmuszając ją do rozdzielenia się na liczne kanały i jeziora...








Motorówka płynie kanałami... Przy brzegach rosą wierzby płaczące, których korzenie tkwią w wodzie... Potem pojawiają się  bardzo wysokie trzciny...  Tworzą gęstą ścianę... Stamtąd dochodzi mieszanina  ptasich głosów... Patrząc na tutejszą przyrodę widzę  dzikość tego miejsca... 600 tys. ha jest domem dla ogromnej ilości różnego rodzaju ptaków wodnych... Można je oglądać o każdej porze roku... Jednak najwięcej jest ich  gdy są wiosenne i jesienne migracje... Niestety, wrzesień nie był najlepszą porą na ich oglądanie... Nie jest też porą na podziwianie kwitnących nenufarów i żółtych grążeli... A poza tym, właściciel motorówki okazał się niezbyt sympatyczną osobą... W czasie rejsu zaproponował nam piknik rybny w cenie 15 euro od osoby... My zrezygnowaliśmy... Cóż poradzę na to, że nie jem żadnych  ryb słodkowodnych i nie znoszę tego zapachu...  Brazylijczycy czekali aż ugotuje się zupa rybna i ryby zostaną z grillowane... W czasie rejsu  mieliśmy zawitać nad jedno z jezior gdzie można podziwiać przeróżne ptaki... Niestety, właściciel się z tego nie wywiązał... Byliśmy źli ale co mieliśmy zrobić? wrzucić go do Dunaju? Jednak na widok brodzących ptaków humor nam się poprawił już po sekundzie...








Wśród tutejszego ptactwa mogłam zobaczyć czaple; siwe, czarne, białe... Gdzieś tam nawet przeleciała czapla modronosa i nadobna... Te ptaki stanowią nieodłączny element naddunajskiego krajobrazu... Jest ich tutaj całe mnóstwo... Normalnością były różne gatunki kaczek, mewy, rybitwy... Po ogromnych liściach nenufarów niczym po zielonym dywanie chodzą szare i białe ibisy... Na konarach obumarłych drzew przysiadają kormorany małe... Co chwilę mijamy stada dzikich gęsi i łabędzi...







Rejs motorówką, to była prawdziwa ucieczka od cywilizacji do serca jednego z najcenniejszych pod względem przyrodniczym obszarów Europy... Delta Dunaju, ptasi raj,  magiczny, unikatowy  obszar, który  znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO... To niezwykłe miejsce słynie z licznego ptactwa... Odnotowano tu 280 gatunków, z których około 180 ma tutaj swoje lęgowiska... Pozostałym, delta służy jako miejsce postoju podczas wędrówek..
Delta Dunaju to najważniejsze  w Europie ostoje i żerowiska wielu migrujących ptaków... Jest to miejsce wyjątkowe, dzikie i niewiele zmienione przez ludzi... Jestem szczęśliwa, że mogłam tutaj być... Opuszczając deltę, marzyłam aby zobaczyć ją w czasie kwitnienia nenufarów i ptasich godów bo wiosna to wymarzony moment na pobyt w tym miejscu...






Nie mam pojęcia jak  to się stało... 
Utraciłam wszystkie adresy ulubionych blogów... Teraz będę miała spore problemy z odwiedzaniem i komentowaniem na Waszych blogach...
Adresy będę sukcesywnie uzupełniać...
Oczywiście, w miarę otrzymywania od Was komentarzy...