czwartek, 27 kwietnia 2017

Wiosenne kwiaty z Ogrodu Botanicznego w Krakowie







Tulipany od róż piękniejsze
ale tylko gdy wiosną
kraśnieją wielobarwnym strojem
tylko gdy słońce opromienia
ich kielichy jaśniejące czarem
tylko gdy ręka kobiety
uśmiechniętej, tajemniczo
zamyślonej
do policzka przytula cudowny 
kwiat
tulipany od róż  wtedy piękniejsze.






Końcówka  kwietnia... Muszę  się  przyznać,  że  z  upragnieniem  czekam  na  słoneczną i ciepłą wiosnę... Niestety, pogoda nas nie rozpieszcza... Jest bardzo chłodno, deszczowo a nocą zdarzają się nawet przymrozki... Ależ uparta ta wiosenna pogoda... Dzień w dzień to samo... W sobotę odwiedziłam Ogród Botaniczny w Krakowie by właśnie tam szukać zachwycających, soczystych kolorów  i  pięknych  kwiatów...  Spacerując  alejkami  zaobserwowałam,  że  tegoroczna,  nietypowa zima  zrobiła  spore  spustoszenia  w  roślinach... Wiele
z nich  wymarzło... Dostrzegłam puste miejsca na rabatach i przygotowane dołki prawdopodobnie na nowe nasadzenia...








Może to się komuś wydać  dziwne ale każdej wiosny ogarnia mnie tulipomania... Oczywiście, nie jest to tulipomania jaka zapanowała w 1630 roku w Holandii... Moja miłość do tego kwiatu zaczęła się od pierwszego wejrzenia bo wg mnie tulipany to jedne z najpiękniejszych kwiatów...  Wyróżnia je bogactwo barw, zarówno jaskrawych, jak i pastelowych... Paleta barw obejmuje prawie wszystkie kolory od białego po czarny...  Z Turcji, do Holandii zostały sprowadzone te egzotyczne kwiaty...  Budziły zachwyt i stały się bardzo pożądanym towarem... Tulipanowe szaleństwo spowodowało ogromny  wzrost  cen... Niektórzy, sprzedawali wszystko co mieli by kupić upragnione cebulki...  Wkrótce holenderskie tulipany zostały zaatakowane przez wirusa pstrości, który sprawił, że płatki przybrały nieznane wcześniej kształty o brzegach postrzępionych
i pofałdowanych... Szczególną wartość osiągnął Semper Augustus, kwiat o kielichu białym w  czerwone, ogniste  pręgi... Ten "chory" tulipan wyglądał zjawiskowo i został sprzedany za 6000 guldenów... Niestety, do naszych czasów nie przetrwały cebulki tego tulipana... Możemy jednak podziwiać go na obrazach Hansa Bollongier'a...




Kwitnące magnolie to jeden z najbardziej zachwycających widoków wiosennych... Magnolia nazywana jest arystokratką w ogrodzie albo  królową wiosny...  Kiedy zakwitają można to zjawisko nazwać polskim hanami...  Lubię podziwiać je w krakowskim Ogrodzie Botanicznym ponieważ jest tutaj spora ich kolekcja... Niestety, wiosenne, kwietniowe przymrozki nie są w naszym kraju zaskoczeniem... W tym roku przetrzebiły zalążki kwiatowe czereśni... Żałośnie wyglądają wrażliwe kwiaty magnolie, ich płatki są brązowe i nieestetycznie wyglądają... Szkoda, nie mogłam nacieszyć się ich pięknem... Dostrzegłam lekko poparzone są sasanki a nawet hiacynty...







Ogród Botaniczny to przyjemne miejsce, można w tym czasie  podziwiać wiosnę i kwitnące kwiaty... I chociaż nie jest z tych największych to niezwykle ciekawy...  Niezliczonymi ścieżkami można spacerować  wokół całego Ogrodu... Alejki  prowadzą nad staw gdzie pływają kaczki a na brzegach kwitną kaczeńce...  Nagle na niebie pojawiły się czarne chmury i zaczyna padać grad... Biegniemy do szklarni i tam szukamy schronienia, ale o tym innym razem...








Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, ciepłego, słonecznego weekendu...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam... 









wtorek, 25 kwietnia 2017

Bizantyjski klasztor Osios Lukas






Właściwie nie boję się nieznanego.
Tylko trochę szkoda mi tracić to, co znam.
(Eric - Emmanuel Schmitt)






Na jednym z blogów zobaczyłam zdjęcia z klasztoru Osios Lukas... Marzyłam by go zobaczyć... Ilekroć wchodzę do wnętrza kościoła prawosławnego jestem  pod jego ogromnym wrażeniem duchowym... To wnętrze  również budzi  we mnie dreszczyk emocji...To takie mistyczne i znane z ascezy i modlitwy miejsce... Zawsze z zachwytem patrzę na ikonostas, połyskujące złotem tła ikon, wspaniałe mozaiki, przepych wnętrza... W powietrzu unosi się woń kadzideł, świec woskowych i zapach kilkusetletniej historii...   Interesowała mnie i to bardzo, architektura bizantyjska, która zaczęła powstawać już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa około IV wieku... Jednak największy jej rozkwit przypadł na wieki od IX do XV. Były to przeważnie bazyliki oparte na planie krzyża greckiego, przykryte centralną kopułą... Klasztor Osios Lukas został założony na początku X wieku w pobliżu miasta Distomo... Jadąc do niego ma się wrażenie, że położony jest na końcu świata... Prowadzi do niego jedna, bardzo kręta droga, która kończy się przy klasztorze... Faktycznie zespół klasztorny ulokował się  na  zachodnich, bardzo malowniczych stokach masywu Helikon...






Swoją nazwę klasztor zawdzięcza założycielowi, błogosławionemu Łukaszowi Stiriocie... Ów młodzieniec natchniony przez Boga opuścił dom rodzinny, by pogłębić swe życie w wierze... Wiódł pustelnicze życie i zasłynął z pobożności, uzdrowicielskiej mocy i daru prorokowania... Zgromadził grupę uczniów z którymi  właśnie  tutaj osiedlił się... Mnisi wznieśli tutaj cele i niewielką świątynię, w której pochowano świętego, założyciela tego zgromadzenia... Z czasem rozbudowywano zespół klasztorny i to co obecnie widzimy powstało w 1011 roku...  Ta świątynia stała się wzorcem dla budowli sakralnych  w całym Bizancjum...






Największym skarbem bizantyjskiego klasztoru są znajdujące się wewnątrz, bijące blaskiem złote, piękne, misternie ułożone mozaiki... Na ich widok, odebrało mi mowę...  Od zawsze interesowała mnie sztuka tworzenia dekoracyjnych wzorów i obrazów przez układanie drobniutkich barwnych kamyczków, szkła i ceramiki... Już starożytni Grecy tworzyli mozaiki przedstawiające sceny mitologiczne...  Technika mozaiki została przejęta z kultury antycznej do rodzącej się sztuki wczesnochrześcijańskiej... Wnętrza bazylik,  kościołów bizantyjskich zdobiono całymi zespołami mozaik... Te, z klasztoru Osios Lukas są zaliczane do największych arcydzieł średniowiecza... Olśniewają bogactwem kolorystycznym, doskonałością kompozycji i precyzją wykonania... Stałam w bezruchu wpatrzona w mozaiki i zewsząd  spoglądały na mnie uduchowione, wielkookie postaci Chrystusa, Maryi, apostołów...  Prorocy, męczennicy, anioły, święci,  oni wszyscy mają  tutaj dokładnie określone  miejsce.. Twarze świętych z dobrze zachowanych mozaik przypominają o czasach świetności Bizancjum... Są takie piękne...  Narteksie, głównego kościoła klasztornego znajduje się  najsłynniejszą mozaika  licząca 1000 lat przedstawiająca Chrystusa myjącego nogi swoim uczniom... Dostrzegam  Jana Chrzciciela gdy chrzci stojącego w wodach Jordanu Chrystusa, na innej rodzi się Dzieciątko... Niestety, część mozaik zostało uszkodzone przez trzęsienie ziemi i zastąpiono je równie pięknymi freskami... Na ścianach wiszą ikony - święte obrazy, zawieszone w ściśle określonym porządku...








Klasztor z zewnątrz wygląda dosyć niepozornie jednak gdy wejdziemy do środka od razu przykuwa naszą uwagę... Jego mury zbudowano  z białego kamienia i czerwonej cegły...  Klasztor składa się z dwóch kościołów:  Theotokos ( Bogurodzicy) mniejszy i główny Katholikon (Katolicki)...  Oba  wewnątrz mają  galerie, kaplice, ikony, freski, mozaiki... Theotokos to prawdziwe dzieło  architektury bizantyjskiej...  Są tutaj kolumny korynckie oraz ciekawa posadzka mozaikowa... Katholikon zbudowany jest na  planie ośmiobocznym...Pod świątynią jest duża krypta z trzema grobowcami m.in Osiosa Lukasa... Zdobią ja freski wśród których wyróżnia się Zdjęcie z krzyża...  Byłam urzeczona  klasztorem i jego wspaniałym położeniem w przepięknej górskiej scenerii...  Prawosławny bezcenny zabytek w 1990 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO...